-Nic ci nie jest? - zaniepokoiłem widząc waderę, która kilka sekund temu leżała jeszcze na trawie.
-Wszystko okey - uśmiechnęła się delikatnie. - To tylko mój brak uwagi na otaczający mnie świat.
-Czyżby marzenia cię poniosły? - zaśmiałem się.
-No, można tak powiedzieć. A tak właściwie to gdzie ja jestem? - zapytała.
-Na moim terenie, Wataha Krwawych Serc.
Spojrzała na mnie i cicho westchnęła...
-No nic... To ja już pójdę - jej uśmiech gdzieś zniknął i ruszyła w przeciwną stronę.
-Zaczekaj... - pobiegłem za nią. Zatarasowałem jej drogę, spojrzałem w jej oczy. - Wyglądasz na zagubioną, szukasz może watahy?
-Sama nie wiem czego szukam, ale do watahy żadnej nie należę - posmutniała.
-Eej, co się stało? - zapytałem zmartwiony.
-Nic.
-Przecież widzę, że jesteś smutna...
-No okey... Jestem, zostałam sama - usiadła.
-Spokojnie... Będzie dobrze - uśmiechnąłem się. - Chciałabyś może dołączyć do nas? Obiecuję ci, że nie będziesz czuła się samotna. Troszczę się o moją watahę.
<Another?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz