Wiatr był dziś wyjątkowo spokojny, może nawet za bardzo spokojny... jednak to chyba dobrze, bo to oznacza, że będzie bezpiecznie i mogę spokojnie biegać po górach.
- Skoro wiatr jest taki spokojny pójdę jego kierunkiem.
Zamknęłam oczy, wiatr wiał w stronę południa, zaczęłam iść, krok nabierał coraz szybszego rozpędu, aż z spokojnego kroku stał się bieg. Wiatr nabrał lekkiego spadu, szybko się zatrzymałam. Góra się kończyła, a na dole była woda.
- Na dole jest jezioro... jak ja dostanę się tam na dół...? - myślałam nad tym bardzo długo jednak wpadłam na świetny pomysł.
- Na bombę! - skoczyłam do jeziora.
Wynurzając się z wody zobaczyłam z daleka basiora i waderę.
- O nie...
Jednak nie mogłam się wycofać, a gdy się zbliżę od razu mnie zobaczą. Została mi najgorsza opcja... dostanie się na ląd i ucieczka.
Jedną z moich umiejętności było bardzo długie nurkowanie. Szybko zaczęłam płynąć w stronę lądu. Gdy się wynurzyłam widziałam jak basior wskakiwał do wody, a za nim wadera, byłam już blisko brzegu. Basior zanurkował głęboko, prawie mnie zobaczył, ale w ostatniej chwili wyskoczył na powierzchnię.
- To moja szansa ugryzę waderę i wyjdą na ląd, a kiedy się nią zajmie ucieknę!
Szybko podpłynęłam do wadery i ugryzłam ją w łapę. Basior natychmiast zareagował i zabrał ją na ląd. Wynurzyłam się, szybko wyszłam z wody i zaczęłam biec w stronę lasu.
Jednak basior zdążył mnie zauważyć i zatrzymać, przyparł mnie do ziemi, blokując wszystkie drogi ucieczki. Nie wiedziałam jak uciec, miałam moce wiatru, ale nie mogłam ich użyć, w towarzystwie męskim nigdy nic mi nie wychodzi, nie mogłam nic zrobić. Nie widziałam drogi ucieczki, ale byłam nadzwyczaj spokojna, nie czułam zagrożenia.
Basior zaczął mówić, bo ja na nic nie mogłam z siebie wykrztusić.
<<Basiorze?>>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz